9.09.2010, 23:37 UTC+2

Nie jesteś zalogowany

  • Zaloguj
  • Rejestracja

Bairoth Gild

Średnio zaawansowany

1

21.12.2009, 11:18

Opowieść Bairoth Gild'a - Święta

Jakiś stary tekst bez większego ładu i składu, który napisałem kiedyś tam... tak w ramach uwielbienia do świąt.
Komentarze mile widziane :P

____________

Masy ludzi opętane szałem świątecznych zakupów przelewały się obok idącej powoli dziewczyny. Ludzie rozmawiali wesoło we własnych ściśle odgrodzonych od innych grupkach. Życzliwość która nawiedzała ich prawie, że tylko w tym okresie kierowana była zazwyczaj do bardzo ograniczonej liczby osób. Dla wszystkich innych mieli jak zwykle w najlepszym wypadku zimną obojętność. Nikt kto zapadł na chorobę zwaną świątecznym nastrojem nie chciał nawet zwracać uwagi na innych, szczególnie jeśli byli oni z jakiegoś powodu przygnębieni.
-Uważaj jak chodzisz! – wyrwał ją z zamyślenia głos przepełniony nieuzasadnioną wrogością – Przez Ciebie mało co nie upuściłam zakupów – głos ten należał do kobiety w podeszłym już wieku wystrojonej w futro i z głową przyozdobioną w filetowy beret wykonany z moheru.
-Przepraszam – powiedziała cicho wciąż wpatrując się w chodnik i ruszyła dalej.
-Co za młodzież w tych dzisiejszych czasach – parsknęła starucha ruszając w swoją stronę i myśląc jaka to ona jest biedna że musi sama nosić zakupy i jeszcze w dodatku napotykać takich ludzi.
Kiedy szła przed siebie ludzie przelewali się obok niej pozostając w swym chorym wręcz transie. Kiedy próbowała złowić spojrzeniem wzrok któregoś z mijających ją ludzi, Ci odwracali go w drugą stronę nie zastanawiając się nad powodem smutku w jej oczach, jeśli w ogóle byli w stanie go zauważyć.

Nie wiedziała nawet ile już przeszła jak z zamyślenia wyrwał ją odgłos kaszlu. Rozejrzała się wokół siebie szukając źródła dźwięku. W końcu natrafiła wzrokiem na staruszka ubranego w podartą, brudną kurtkę. Ludzie starali się omijać go jak najszerszym łukiem bojąc się, że mogą złapać od niego jakąś chorobę. Oczy staruszka były zaropiałe, a spod przymkniętych powiek wyglądały mętne zielono szare źrenice otoczone przekrwionymi białkami.
-Wspomóż panie – żebrak próbował prosić o litość młoda parę wystrojoną w najnowszy wrzask mody.
-A idź mi stąd dziadu – parsknął młody mężczyzna w obcisłej kurtce z włosami postawionymi na żel – Zszedł byś ludziom z oczu a nie tak przed świętami im humor psuł tą swoja gębą.
Panienka w kurtce odsłaniającej pępek zaśmiała głupio. Dziadek odsunął się od nich, w jego oczach nie było nawet śladu złości, jedynie rezygnacja człowieka który czuje się nikomu nie potrzebny. Omiótł wzrokiem okolice i już miał odejść kiedy zatrzymał go głos dziewczyny.
-Proszę – podała mu banknot. – Niech pan weźmie.
-Dziękuję pani – odparł biorąc pieniądz i krztusząc się kaszlem.
Przez chwile ich spojrzenia spotkały się. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i powoli odwróciła.
-Czemu panienka taka smutna? – wykrztusił z siebie staruszek – Przecież święta idą wiec trzeba się cieszyć.
-Nie ma z czego – odparła próbując stłumić łzy.
Żebrak westchnął ciężko.
-Czy można jakoś może pomóc? – spytał niepewnie
-Nie – powiedziała ocierając łzę. – Do widzenia – dodała jeszcze ruszając w dalsza drogę.

Po południu niebo zrobiło się jeszcze bardziej szare niż rankiem. Ilość ludzi na ulicy wzrosła jeszcze bardziej. Ci którzy zostawili sobie zakupy na ostatnią chwile pędzili w różne strony. Co jakiś czas słychać było krótkie sprzeczki kiedy ktoś na kogoś wpadł. Ludzie którzy potrącali ja kiedy szła albo nie zwracali w ogóle na nią uwagi, albo wręcz mieli pretensje że to ona ich potrąciła.
W pewnym momencie gdzieś z przodu słychać było dość duże zamieszanie. Przyśpieszyła kroku a kiedy dotarła na miejsce zobaczyła jak jakichś trzech typków w dresach kopie jakiegoś leżącego na brudnym chodniku chłopaczka niczym nie wyróżniającego się z tłumu. Ludzie tłoczyli się obok nich albo udając że nic nie widza szli dalej. Nikt nawet nie silił się na wyjecie telefonu aby zadzwonić po policje, nie mówiąc już o próbie jakiejkolwiek innej reakcji.
-Zostawcie go – krzyknęła przedzierając się przez tłum
-Bo co mała – odszczeknął jeden z dresiarzy – Pobijesz nas? – pozostałych dwóch zaśmiało się wymierzając jeszcze po jednym kopniaku w leżącego
Dziewczyna popatrzyła w oczy tego który odpowiedział jej. W chwile później poczuła uderzenie kantem dłoni w twarz, jego siła sprawiła że upadła na ziemię.
Wśród zgromadzonych przebiegł cichy pomruk, który jednak zanikł kiedy jeden z typków w dresie spojrzał po zgromadzonych.
-Dobra spadamy stąd – rzucił któryś i po chwili cała trójka oddalała się niespiesznym krokiem wzdłuż ulicy żartując wesoło.
Gapie rozeszli się, jedynie jakiś młody chłopak podszedł aby pomóc wstać dziewczynie. Ta rozcierając obolały i zaczerwieniony policzek podziękowała mu. Ofiara napaści podnosiła się powoli z ziemi.

Wieczorem w oknach widać było pozapalane światła. Ulice rozświetlały światła latarni i porozwieszanych wszędzie gdzie tylko się da lampki o przeróżnych kolorach. W położonych niżej oknach mogła zobaczyć nawet ludzi wymieniających się prezentami z przyklejoną maską uprzejmości na twarzach. Od strony mieszkań dobiegał dźwięk kolęd odtwarzanych z jakiegoś sprzętu grającego ponieważ nikomu już nie chciało się samemu śpiewać, kiedy jeden z najbardziej charakterystycznych elementów świat można było odtworzyć z płyty lub kasety.
Niedaleko pałacu kultury zgromadziła się grupka bezdomnych, gdzie dostali ciepła strawę a później opłatek aby mogli się ze sobą nim podzielić. Przez chwile przyglądała się im. Kiedy już skończyli składać sobie życzenia, może niezbyt wyszukane ale za to przynajmniej szczere, zaczęli wraz z kilkoma wolontariuszami śpiewać kolędy.

Ruszyła dalej a po ponad godzinie dotarła do bramy cmentarza. Na kilku grobach paliły się świeżo zapalone świeczki, jednak takie groby należały do mniejszości.
Kiedy w końcu znalazła ten którego szukała zaczęła go porządkować mówiąc do samej siebie szeptem słowa które były zrozumiałe tylko dla niej, a nikt inny nie potrafiłby ich zrozumieć ponieważ zostawały zniekształcane przez płacz. Nie mogła już dłużej powstrzymywać łez. Wcześniej nie chciała żeby ludzie widzieli ja płaczącą w święta, o ile ktokolwiek zwróciłby na to uwagę nie mówiąc już o przejęciu się uczuciami kogoś zupełnie obcego. Teraz jednak wiedziała ze nikt jej nie zobaczy i mogła w końcu się wypłakać. Kiedy skończyła już porządkować grób zapaliło na nim jedna świeczkę która swym niewielkim płomieniem delikatnie oświetlała napis na nagrobku.
Pomodliła się jeszcze przez chwile i ruszyła w drogę powrotna do pustego domu, gdzie nikt nie czekał na nią z kolacja czy prezentami. A jedyne co mogła tam spotkać to wspomnienia. Które mimo iż bolesne należały do niej i chciała aby zawsze w niej pozostały.

Żadna walka nie może być za trudna, żadne szanse zbyt małe, albowiem nawet gdybyśmy przegrali, będziemy przynajmniej wiedzieć, że żyliśmy.

Ten post był edytowany 1 razy, ostatnio przez "Bairoth Gild" (21.12.2009, 12:26)

  • Idź na górę strony

Podobne tematy