6.09.2010, 23:41 UTC+2

Nie jesteś zalogowany

  • Zaloguj
  • Rejestracja

Trylobiątko

Kambryjczyk

Posty: 174

Skąd: Kambryjski Legion

1

22.05.2010, 16:53

Opowieści Kambryjskiego Legionu

Trylobiątko, ukryte w cieniu delikatnie napina cięciwę ciężkiego, krzywego łuku z drewna hebanowego. Wypuszcza strzałę trafiając tuż pod mostek olbrzymiego Wikinga. Ostatnim tchnieniem wiking rzucił ostrze w kierunku agresora - otumaniony z bólu, usłyszał jedynie pusty dźwięk wbijającego się metalu w drewno. Babilońska młoda wojowniczka bezszelestnie podbiega do kulącego się wielkoluda, który próbuje usunąć strzałę; tkwiącą w jego nordyckim cielsku. Dziewczyna jednym sprawnym ciosem; imponującego ceremonialnego topora, ścina głowę rudowłosego, która tocząc się po ziemi i uderzając hełmem o kamienie; wygrywa specyficzną wojenną melodię.
Ta wielka zbroja na nic mi się nie przyda - pomyślała. Zawiedziona wyciągnęła z sakwy kilkanaście denarów. Czas wystrugać kolejną strzałę - pomyślała - kolejna niepotrzebna strata ośmiu minut do następnego martwego ścierwa najeźdźcy z północy.
Spokojnie krocząc znika w cieniu drzew, pozostawiając tą piękna martwą naturę, ku przestrodze wrogom; jej ukochanej Babilonii.




T.
Today is the day all the training through
We have come for the number one not the number two
Let the contest begin play hard fight to win
Immortality victory and fame


REKRUTACJA ->> Kambryjski Legion - Legion Twinków Artyrii
Strach ma wielkie oczy... i niski level.
  • Idź na górę strony

Trylobiątko

Kambryjczyk

Posty: 174

Skąd: Kambryjski Legion

2

22.05.2010, 16:55

Sen to największy wróg każdego wojownika. Czekający w uśpieniu, wypatruje chwili słabości przeciwnika, a gdy go dostrzeże atakuje bez ostrzeżenia - nawet najsilniejszych i najdzielniejszych kładzie na łopatki.
Trylobiątko obudził hałas. Hałas to mało powiedziane. Dwa tuziny zbrojnych rosłych mężczyzn, wpatrzonych w jej jeszcze chłopięcą sylwetkę. W ich oczach było widać nienawiść przeplatana z żądzą, każdy jeden był gotów rozszarpać ją gołymi rękami, z drugiej strony męskie żądze i duma; pchały ich w całkiem innym kierunku...
A więc tak wyglądać będzie mój koniec - pomyślała - rozszarpywana i gwałcona przez zgraję wikingów o świńskich twarzach. Głupia! Jak mogłam się nie zbudzić! - Ich odór czuć na kilkadziesiąt stóp! Zabij się! Szybko! - błysnęła myśl - To jedyna szansa by nie przeżywać tego koszmaru! W mgnieniu oka wyciągnęła sztylet ukryty w swoim sandale legionistów. Zabłąkana iskierka nadziei spowodowała, że Trylobiątko zawahała się przed zadaniem sobie ostatecznego ciosu tuż pod żuchwę. Ten ułamek sekundy starczył, by jeden z wikingów potężnym kopniakiem gruchoczącym kości śródręcza, wytrącił sztylet z jej ręki. Ostrze jakby niesione przez samego Ninurta, trafiło w szyję pobliskiego gapia, który bezgłośnie osunął się na ziemię. Nastąpiła chwila konsternacji, po czym wybuchł gromki śmiech całej watahy. Odin, zwany Walfadrem wpuści go do Walhalli jako swego syna - przecież zginął od broni nieprzyjaciela.
Tą chwilę radosnego zapomnienia, przerwał gromki i niezwykle szorstki głos dowódcy. W kilku niewyraźnych i niezwykle twardych słowach wydawał rozkazy. Trylobiątko starała się zrozumieć zamiary napastników obserwując mimikę, tonu głosu i gesty. Jednak każdy wyraz z ust najeźdźców brzmiał jak wyrok śmierci. Ciekawe jak to brzmi; gdy te dzikusy szepcą sprośne słowa do ucha kochanki - te rozmyślania przerwał niespodziewany, intensywny, pusty ból z tyłu głowy. Napłynęło zamroczenie i bezwładny upadek twarzą w ziemię. Ciemność.
Młoda wojowniczka przebudziła się cała mokra. Wylane na nią drugie wiadro zimnej wody wytłumaczyło przyczynę jej stanu. Powoli zaczęły działać zmysły. Ból zgruchotanego nadgarstka, boleśnie przyspieszył dochodzenie do siebie. Obok siebie zauważyła złożoną broń oraz jej największą dumę; Libijski hełm królewski z powiewającym czerwonym jak świeża krew pióropuszem.
Jest nadzieja - przemknęła pozytywna myśl - zrobią ze mnie gladiatorkę; na wzór zwyczajów tych barbarzyńców z Rzymu. Pewnie przetestują teraz moje umiejętności, szczując mnie jakimś drapieżnikiem. Rozglądnęła się powoli starając się przy tym nie zwracać na siebie uwagi.
Znajdowała się w środku prowizorycznego obozu wikingów, zbudowanego w pośpiechu na wybrzeżu. Wokół niej stali roześmiani i przekrzykujący się wikingowie, tworząc nieszczelny krąg. Młoda babilonka zaczęła kalkulować ilu jest w stanie zabić w ostatnim swoim zrywie, zanim poćwiartują ją swoimi prymitywnymi toporami. Nagle nastała cisza. Zmieszana i zaskoczona, natychmiast przerwała planowanie samobójczego ataku. Przed nią pojawił się potężny wiking. Jego niezwykle prosty, ale bardzo masywny hełm dynastii sasanidów, sprawiał że ów wojownik górował niemal o dwie głowy nad pozostałymi. Jego uzbrojenie świadczyło, że stoczył ogromną ilość zwycięskich walk, niemal w całym znanym świecie. Starannie selekcjonowane części ekwipunku, najlepsze w swoim rodzaju: Kolczuga na wzór rzymski, tarcza tworzona przez barbarzyńców z północy - Gotów, nagolenniki z insygniami Centuriona i typowe rękawice myśliwskie, które nie krępowały ruchu nadgarstka i palców przez co zwiększały moc wyprowadzanych ciosów. W prawej ręce trzymał kielich wyciosany z ludzkiej czaszki. Jednym chełstem wypił jego zawartość. Resztki krwawego w kolorze płynu, które nie zmieściły się w masywnym gardle spływały po jego bujnej brodzie. Odrzucił puste naczynie na bok i wbił tarczę w piasek. Jakiś wiking z boku podał mu łuk z drewna bukowego, którego prosta budowa umożliwiała dużą szybkostrzelność.
Wikingowie zebrani wokół całego zdarzenia, rytmicznie lecz coraz głośniej i szybciej zaczęli powtarzać jedno słowo. Słowo które przypominało znienawidzoną nazwę rzymskiego władcy - CEZARA. Gdy ta specyficzna mantra przemieniła się już niemal we wrzask, wiking zaczął się składać do strzału, mierząc w kierunku leżącej młodej dziewczyny. Nie myśląc ani chwili i w pełni zdając się na instynkt, wojowniczka przeturlała się w kierunku swojego łuku i napięła cięciwę. Przeszywający ból zmasakrowanej wcześniej dłoni, wypatrzył kierunek lotu strzały skierowanej wprost w grdykę przeciwnika. Strzały spotkały się dokładnie pośrodku pomiędzy pojedynkującymi się, grotami podcinając sobie lotki. Obie strzały utknęły w udach przeciwników, przy czym strzała wikinga niemal przygwoździła do ziemi młodą dziewczynę, rozszarpując jej tętnicę udową. Strzała Trylobiątka sterczała w nodze wikinga i wyglądała jak ozdoba kuszyckich kuglarzy, nie zwracając na nią uwagi, olbrzym kroczył w kierunku na wpół leżącej postaci. Rozerwał rzemienie, do których był przytwierdzony wielki spartański młot. Mój młot przeznaczenia - pomyślała wojowniczka - nawet jeśli uda mi się uniknąć kilku ciosów i tak wykrwawię się tutaj na śmierć w ciągu kilku minut. Niczym ranna Lwica zaatakowała zaskoczonego wikinga, zadając dwa celne ciosy toporem w bark i ramię. Dla zwykłego przeciwnika te ciosy byłyby śmiertelne, ale górująca postać nad nią, tylko nieznacznie się zachwiała. Nie czekając na kolejne ciosy, wiking z całych sił wyprowadził uderzenie. Trylobiątko zasłoniła się tarczą parując cały impet, jednak tracąc w pełni władzę w ręce, która opadła bezwładnie. Z rzeźnicką pasja kolos wyprowadził drugi cios, który otarł się o tarczę i zdruzgotał miednicę leżącej kobiety.
Przynajmniej zostanie Ci kilka blizn po mnie - wykrzyczała - przyjmując ostateczny cios w brzuch. Młot pociągnął za sobą sznur jelit obnażając zakrwawioną i niemal już pustą jamę brzuszną pokonanej. Wiking wytarł młot w piasek i wzniósł go na znak zwycięstwa. Wrzask podnieconych widokiem walki wikingów odbijał się echem po całej okolicy. Martwe ciało opleciono sieciami wrzucono do morza, by stało się wielkim festynem morskich stworzeń.

Trzy dni później....



Trzeba było mnie spalić! Nie mogę się doczekać kolejnego pojedynku, tylko poczekajcie aż podrosnę - burknęła pod miejscem gdzie powinien znajdować sie nos.
Pod przysłona nocy, śnieżnobiały szkielet udał się do lasu, by znów zacząć strugać strzały przeznaczone dla wikingów.
T.
Today is the day all the training through
We have come for the number one not the number two
Let the contest begin play hard fight to win
Immortality victory and fame


REKRUTACJA ->> Kambryjski Legion - Legion Twinków Artyrii
Strach ma wielkie oczy... i niski level.

Ten post był edytowany 3 razy, ostatnio przez "Trylobiątko" (22.05.2010, 21:42)

  • Idź na górę strony

Trylobiątko

Kambryjczyk

Posty: 174

Skąd: Kambryjski Legion

3

28.05.2010, 22:24

Życie jako ożywiony kościotrup ma swoje zalety; nie potrzebujesz martwić się o jedzenie, picie, nie musisz spać (ten zdradziecki sen!), nic nie swędzi, nie czujesz bólu, nie gryzą robaki, nie chorujesz... Wymieniać można by było naprawdę długo i w trakcie wymieniania człowiek mógłby dojść do wniosku, że ten stan - to istny raj na ziemi. Oczywiście, pomijając kilka szczegółów...
Podświadomie odczuwasz głód i pragnienie - próbując je zaspokoić; brudzisz sobie kręgosłup, miednicę, kości udowe. Co bardziej soczyste kawałki, marnie przeżutego pokarmu osadzają się na goleniach, ostatecznie zadomawiając się pomiędzy kośćmi śródstopia - w tym upale szybko zmieniają się w gnijącą breję, której zapach obudziłby martwego, a sam nosiciel zamienia się w chodzący tuman much - na dodatek głodny i spragniony.
Fizycznie nie odczuwasz potrzeby snu i nawet jeśli chciałbyś - nie jesteś w stanie osiągnąć błogiego stanu zapomnienia. Życie zamienia się w niekończącą się opowieść; bez przerw, czy chwili spokoju... Nie zdając sobie z tego sprawy, przesypiamy niemal połowę swojego życia - a co za tym idzie, bez snu stajemy się dwukrotnie starsi. Dwa razy dłużej czekania, dwa razy więcej czasu na wszystko, a rzeczy do zrobienia tyle co zawsze. Celebrujesz każde wyznaczone sobie zadanie, stajesz się się perfekcjonistą, który rad jest z każdej swojej pomyłki, bo swoje dzieło może zacząć od początku. W nocy zaś, każda godzina wydłuża się niemiłosiernie, a bezczynność tak surowo karana za młodu, zamiast radości - przynosi coraz większe rozdrażnienie.
Szkielet nie posiada oczu, uszu, nosa czy skóry, na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać, że nie odczuwa żadnych bodźców - nic bardziej mylnego. Wprawdzie pierwsze ożywione zwłoki zapomnianych przez ludzi i historię nekromantów, były właśnie tego rodzaju kukłami. Co sprawiało, że sterowanie ich wolą było niezwykle uciążliwe. Nie omijały przeszkód, bezmyślnie napierając twarzą na ściany, taranowały wszystko co stanęło im na drodze, wpdały we wszelkiego rodzaju dziury, przepaści – więcej było z nimi kłopotu niż porzytku. Po latach prób, jednemu z nekromantów nieznanego pochodzenia, udało się ożywić zwłoki które widziały - było to wydarzenie na skalę odkrycia koła, oczywiście w świecie parających się czarną magią. Tajemnica wyciągnięta z torturowanego niemal dekadę czarodzieja, szybko rozeszła się po całym nekromanckim światku. Wraz z jedzeniem, powiększa się apetyt - mawiała moja babcia. Dlatego kolejnym celem było przywrócenie zmarłym narządu słuchu - gdyż najsłabszym ich punktem było to, że łatwo było podejść ich od tyłu i szybko ich unieszkodliwić. Sztuka ta udała się kilka lat temu, jest tak niezwykle kosztowna i krwawa, że tylko najzamożniejsi i najbardziej zdesperowani czarodzieje decydują się na tego typu zabiegi. Nekromanci uznali że, te zmysły w zupełności wystarczą do ich celów i badania w tym kierunku ustały. Ale , o tym wszystkim Trylobiątko nie wiedziała - wyszkolona w walce, ufała jedynie swoim umiejętnościom i orężu, magię pozostawiając słabym, szalonym i naznaczonym przez bogów.
Może się zdawać, że brak odczuwania bólu, to błogosławieństwo dla wojownika. Jednak okazuje się, że w praktyce to nie jest takie wspaniałe. Już w trakcie pierwszej walki w nowym wcieleniu, Trylobiątko zauważyła, że będzie ciężej, niż jej się wydawało. Zauważywszy wroga wyszkolonym i sprawnym ruchem mechanicznie chwyciła za swój łuk, i nie spuszczając z przeciwnika wzroku wyciągała strzałę z kołczanu, wycelowała zwolniła uścisk z paliczków i... nic. Zauważyła, że strzała leży tuż za nią, a cięciwa nieruchomo niczym z kamienia sterczała napięta na oba końce łuku. Okazało się, że brak odczuwania bólu wiąże się z brakiem świadomości dotyku. Od tego momentu każda próba złapania czegoś musiała być odprowadzona wzrokiem. Takie chwile nieuwagi kosztują wiele w trakcie walki - czasami zbyt wiele.
Jednak żadna z tych niedogodności nie przeszkadzała Trylobiątku jak samotność i brak poczucia atrakcyjności. Ba! Świadomość, że jest się odrażająca kreaturą przed którą większość ucieka, a co odważniejsi lub głupsi od razu atakują. Jak samotność nigdy wcześniej nie doskwierała dziewczynie, pomimo że nie widywała się z innym ludźmi zbyt często, ograniczając jedynie kontakty do tych nieuniknionych. W psychice Trylobiątka, jak gnijąca rana jątrzyła się myśl o tym, że nawet jeśli zmieniłaby zdanie i zdecydowała się wrócić do ludzi i do swojego rodzinnego miasta Babilon, to nie ma dla niej powrotu. Przez jej kościsty stan była wielokrotnie zmuszona do bratobójczej walki, patrząc na porąbane toporem zwłoki znajomych, czuła narastający w niej gniew.
Pewnego dnia Trylobiątko przerażona i pełna odrazy, spojrzała na swoją sylwetkę, która była ledwo widoczna pod chmarą latających wokół niej owadów. Ujrzała w tafli jeziora swoją porośniętą mchem czaszkę z pustymi oczodołami i obnażonymi zębami pomiędzy którymi muchy ochoczo składały swoje jaja. Ten widok przeważył szalę złości i goryczy. W części gdzie powinna znajdować sie piękna niczym z posągu szyja, a teraz lśnią jedynie pożółkłe kręgi, zaczął zbierać się krzyk. Krzyk, który nie mógł się wydostać, krzyk który bębnił w jej głowie, niczym tam-tamy barbarzyńców z dalekiego południa. - DOSYĆ! -
Decyzja została podjęta, czas udać się do Kanaanu, by zakończyć ten koszmar. To właśnie w zapomnianych czeluściach Fenicji znajdowała się jedyna nadzieja Trylobiątka. Wygnana z Egiptu za czarną magię, teraz testująca swoje umiejętności na niewolnikach, których masowo wykupywała od zachłannych fenicjańskich kupców. Bezimienna, a jednak z wieloma imionami, wszyscy ją znają, lecz nikt od dziesięcioleci jej nie widział... - Wytropię tą wiedźmę - jestem najlepszą Babilońską łowczynią - jeśli mi się nie uda, to komu? - przekonywała sama siebie. Nie mając się z czym żegnać wyruszyła z miejsca.
Na szczęście innych, im głębiej w ląd tym mniej Fenicjan, bo każde spotkanie z przedstawicielami tego zabobonnego państwa kończyło się kolejnym trupamami - jednym kroczącym wgłąb lasu z garścią denarów i drugim użyźniającym glebę.

T.
Today is the day all the training through
We have come for the number one not the number two
Let the contest begin play hard fight to win
Immortality victory and fame


REKRUTACJA ->> Kambryjski Legion - Legion Twinków Artyrii
Strach ma wielkie oczy... i niski level.

Ten post był edytowany 1 razy, ostatnio przez "Trylobiątko" (28.05.2010, 22:35)

  • Idź na górę strony